„Oddany muzyce"

Z prof. Katarzyną Popową - Zydroń rozmawiał Adam Wojciechowski („Twoja Muza", listopad-grudzień 2005r.)

  • Jakim uczniem jest Rafał? Czy musiała go Pani niekiedy zmuszać do gry?
  • Nie. On nie jest niepokornym uczniem. Dobrze się dobraliśmy charakterologicznie, może jakby miał innego nauczyciela, to byłby bardziej niepokorny, ale gdyby mu on nie odpowiadał, to co najwyżej zabrałby manatki i sobie poszedł. On jest uważnym, oddanym muzyce uczniem. Jesteśmy wspólnie świadomi, że mamy ten sam cel.
  • Nim Rafał został Pani uczniem, przez osiem lat opiekował się nim w bydgoskiej szkole muzycznej nauczyciel Jacek Polański, którego zadziwiła jego pracowitość. A jakie były pierwsze Pani wrażenia tuż po rozpoczęciu, przed pięciu laty, z nim pracy?
  • Początkowo nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Miał dobrze ustawioną rękę. Dobrze rozczytywał nuty. Ale już po kilku spotkaniach dostrzegłam w nim coś, z czym nie zetknęłam się w swojej pracy pedagogicznej. Chwytał błyskawicznie moje uwagi, jakby znał je już wcześniej, tylko zapomniał. Nasze lekcje odkrywały coś, co w nim tkwiło od dawna, jakąś prawiedzę. Czułam, że mam do czynienia z kimś niezwykle utalentowanym.
  • Co sprawiło, że Rafał osiągnął aż tak duży sukces?
  • Miał wszystko, co jest do tego niezbędne: talent, pracowitość, odpowiedzialność, wiele doświadczenia na liczących się konkursach, oddanych rodziców, środowisko, które go wspiera, dobrego nauczyciela. Wierzyłam, że może zwyciężyć, ale nie przypuszczałam, że zdoła to zrobić w tak niezwykłym stylu.
  • Czy Pani liczy się z tym, że obecnie, po zwycięstwie w konkursie, Rafał może wybrać sobie innego profesora?
  • Cały czas zastanawiam się nad tym, do kogo go posłać, aby zdobył trochę więcej doświadczeń od różnych pedagogów. Mam w głowie kilka nazwisk. Na razie jednak jest studentem trzeciego roku. Oczywiście mógłby w tej chwili skończyć studia, tylko że on tego nie chce. Jest bardzo związany z domem. Myślę, że gdyby ktoś zechciał go teraz wyrwać i rzucić w oko cyklonu, pozostawić samego, to byłoby mu ciężko. On chciałby normalnie skończyć studia. Ciągle zastanawiam się z kim z wielkich artystów mógłby nawiązać bezkonfliktowy kontakt. Na pewno jednym z nich jest Krystian Zimerman. Spotkali się w marcu tego roku w Katowicach, gdzie Zimerman odbierał tytuł doktora honoris causa swojej macierzystej uczelni. Rafał w jego obecności zagrał poloneza. Zimerman powiedział wówczas, że on się bardzo dużo nauczył od dobrych dyrygentów. Liczę wiec na to, że Rafał również będzie miał koncerty z dobrymi dyrygentami. Zimerman ufundował własną nagrodę za najlepsze wykonanie sonaty, która przypadła w udziale Rafałowi. Po zakończeniu konkursu napisał Rafałowi z Nowego Jorku „Odtąd Twoje życie, podobnie jak od 30 lat moje, będzie się dzielić na przed i po konkursie".
  • Będzie poświęcał swą dalszą uwagę głównie Chopinowi czy także innym kompozytorom?
  • Będzie miał także do czynienia z innymi kompozytorami. Kocha z całego serca także Bacha. Obiecywałam mu więc, że po konkursie chopinowskim pogramy sobie Bacha. Chyba sięgnie po jakieś większe solowe dzieło Bacha.
  • Czy Kristian Zimerman w wieku Blechacza grał podobnie?
  • Podobieństw jest niewiele. Łączy ich głównie oddanie muzyce Chopina. Oni przede wszystkim starają się pełnić rolę pośrednika między kompozytorem a publicznością. Sposób realizacji tego pośredniczenia jest jednak u nich odmienny i całe szczęście.
  • Czy interpretacje utworów Chopina przez Blechacza są wynikiem Pani pedagogicznego doświadczenia?
  • Z jednej strony zwieńczeniem doświadczenia, ale z drugiej strony jakimś nowym początkiem. To, co się zaczęło podczas konkursu też jest dla mnie nowością. Mam trochę tremy, gdyż na co dzień nie spotykam się z laureatami pierwszych nagród. Niepokoję się tym, czy uda mi się dobrze z nim poprowadzić kolejne utwory.
  • Będą do Pani na pewno pukali inni chętni do gry na fortepianie. Znajdzie Pani dla nich miejsce?
  • Nie mam na razie wolnych miejsc. Zobaczymy jak to się w przyszłości ułoży. Nie mogę pracować dzień i noc, bo przestanę być efektywna i pożyteczna.
  • Ilu ma Pani obecnie studentów?
  • Czternastu.
  • Czy po konkursie nie byłoby wskazane, aby Pani podzieliła się swoimi doświadczeniami z innymi pedagogami, pianistami?
  • Od wielu lat pracuję ze średnimi szkołami muzycznymi, mam różne seminaria, spotkania i rozmowy z nauczycielami. W gronie nauczycielskim jestem znana.
  • A jak Pani ocenia efekty pracy innych pedagogów-pianistów?
  • Bycie nauczycielem przedmiotu takiego jak muzyka to bardzo kreatywna i twórcza praca, dość zindywidualizowana. Denerwuje mnie, gdy się mówi polska szkoła pedagogiczna. Myślę, że to są niezależne osoby, które starają się przekazać swoje kompetencje uczniom. Nie widzę zbyt dużo podobieństw między pracą poszczególnych nauczycieli w Polsce. A z drugiej strony wszyscy się kształciliśmy w Polsce, wszyscy jesteśmy przepełnieni uwielbieniem dla Chopina. Wszyscy jesteśmy przesiąknięci polskim pejzażem, historią. To wszystko jakoś rzutuje na muzykę.
  • Nie widzi Pani niedostatków w niektórych szkołach?
  • Nigdy nie można powiedzieć z całą pewnością, że ktoś źle uczy. Nauczanie jest sprawą dwóch ludzi. Z jednej strony jest uczeń, z drugiej pedagog. Do końca nie można powiedzieć, co jest błędem pedagoga a co ucznia. Nie można nawet twierdzić, że to jest błąd zasadniczy. To jest sztuka, która dzieje się w czasie i podlega różnym presjom z zewnątrz. Wydawanie bardzo radykalnych opinii, jeszcze do tego uogólniających, może być krzywdzące. Był taki moment na tym konkursie, podczas którego recenzenci starali się oszczędzać kandydatów. Zwrócili swoją chłostę w kierunku pedagogów. Odczuwałam bardzo duży dyskomfort, gdyż po pierwsze wydawało mi się, że recenzenci powinni się znać na muzyce, ale niekoniecznie na pedagogice. Po drugie pedagogika to nie jest kwestia tylko nauczyciela. Ja w żadnym wypadku nie będę twierdzić, że to, jak obecnie Rafał zagrał, jest moją zasługą. To jest nasza wspólna sprawa, przy czym większy ciężar spoczywa po jego stronie.
  • Znam pedagogów, którzy bardzo krytycznie oceniają innych pedagogów i są bardzo zaniepokojeni, że można tak źle uczyć grać na fortepianie w Polsce.
  • Chyba nie ma mnie Pan na myśli. Bronię się przed wydawaniem opinii. Po prostu musiałby mi pan pokazać ucznia i pedagoga i ich produkcję. Wówczas mogę panu najwyżej wskazać to, co mi się wydaje, że zostało nie do końca wnikliwie opracowane, ale też nie twierdziłabym, że to na pewno jest błąd pedagoga.
  • Przypuszczała Pani, że Rafał Blechacz zwycięży?
  • Wydawało mi się, że jest on niepowtarzalnym zjawiskiem. Czułam, że otoczenie zdaje sobie z tego sprawę. Natomiast nie chciałam robić kalkulacji, które miejsce ostatecznie zajmie, w ogolę mam lekki niesmak w stosunku do konkursów, bo one, oczywiście, są niezbędne nie do uniknięcia, jeśli się chce zaistnieć w świecie muzyki, ale z drugiej strony żeby ktoś wygrał, inny musi przegrać i to jest nieprzyjemne. Nie byłoby przyjemnie Chopinowi, gdyby wiedział, że tyle zazdrości, nawet podłości, powstaje przy wykonywaniu jego muzyki.
  • Blechacz wygrał ten jeden z najważniejszych konkursów pianistycznych świata. W wieku 20 lat stał się w zasadzie zawodowym muzykiem. Czy to nie wpłynie negatywnie na jego psychikę?
  • Jest na pewno bardzo wrażliwym człowiekiem, co sprawi, że mocniej będzie przeżywał różne sytuacje. On ma niebywałą zdolność koncentracji, wielką ochotę dzielenia się z innymi ludźmi tym, co ma. Jednocześnie jest człowiekiem, który ufa, że jeśli wszystko zrobił, co jest w jego mocy, to jakiś Anioł Stróż będzie go pilnował. Jest taki moment, że zrzuca z siebie ciężar strachu, bo strach jest niedobry, paraliżujący. Ufając swoim możliwościom, w dużym stopniu wyzbywa się strachu.
  • Jest to zaufanie do samego siebie, do świata, do Boga?
  • Do wszystkiego razem.
  • Wyróżnia go zdolność koncentracji, ale chyba też poświęcenie? Rezygnuje z bardzo wielu rzeczy.
  • On tak żyje muzyką, że nie interesuje go wyjście z domu po to, aby na podwórku kopać piłkę. Może to wyglądać jak poświęcenie, ale myślę, że on byłby nieszczęśliwy, gdyby ktoś kazał mu bawić się z kolegami czy iść na piwo. Jego norma pracy to granie około pięciu godzin dziennie. Zdarzają się oczywiście dni, że gra więcej. Jest to ciężki kawałek chleba dla kogoś, kto nie fascynuje się grą w takim stopniu. Ale dla kogoś, kto lubi sprawiać ludziom swoją grą radość, nie jest to aż tak strasznie ciężkie. Zazwyczaj jest uśmiechnięty.